2012 | 2011 | 2010
Niezniszczalny (1 maj 2012 dodał: Adam)
Czekając na MHH wyliczałem sobie ile HP będzie miał mój Goliath i wyszło mi, że po podkręceniu osłon na dronach (a nie zamierzam latać na sucho) będzie grubo ponad 500 000 HP i to oczywiście na full speedzie pełna kulturka. Oj jeszcze tylko 2 tygodnie licytacji napędów i się zacznie masowa eksterminacja obcych ]:->
Łojenie obcych (17 kwiecień 2012 dodał: Adam)
Biorąc pod uwagę, że przez ostatnie 2 tygodnie byłem pozbawiony kompusia który miał wizytę w serwisie to w czasie wolnym po zauważeniu reklamy w TV skusiłem się na założenie konta w DarkOrbit. Przyznam, że gra z pozoru zwykła dwuwymiarówka wciągnęła mnie bogatymi możliwościami modyfikacji statku kosmicznego. Zaczynając od jakiegoś małego statku który wyglądem przypomina plemnik po kilku misjach dostałem coś bardziej wyglądającego jak statek kosmiczny, a po całej nocy naparzania w DarkOrbit miałem już BigBoya - Krążownik Wojenny. Wydawało mi się, że będzie to dobry wybór, ale szybko się okazało że statek jest zbyt wolny. Kolejnego dnia zauważyłem że można dodatkowo wydobywać surowce w SkyLab gdzie udoskonalając kolektory i rafinerie w ciągu kilku dni wskoczyłem na 6 poziom (z 20). Teraz czekam tylko na jakąś dobrą okazję do upolowania Goliatha. Po czym z kolei będę musiał go uzbroić, co może zająć jeszcze więcej czasu. Między kolejnymi etapami lubię wyjechać trudniejsze plansze by łoić takich wielkich kosmitów, zbierać ładunki energii do wrót międzygalaktycznych podczas których budowy jak się poszczęści to może i najlepszą broń LF4 uda mi się zdobyć.
Skutki uboczne ciągłego używania marketingu w życiu prywatnym (12 kwiecień 2012 dodał: Adam)
Ostatnia rozmowa z kimś kogo jeszcze 2 lata temu uważałem za przyjaciela zmusiła mnie do głębokich refleksji. Otóż kilka lat temu gdy uczyłem się technik skutecznego marketingu, doszedłem do wniosku, że jest to fajne narzędzie do nakłaniania nie tylko klientów do zakupu, ale także np. znajomych do swoich błahych celów. Czy aby na pewno? Otóż nie! Na szczęście ja marketing jakiego się uczyłem stosowałem tylko w rozmowach z klientami, a na rodzinie i znajomych mi się nie chciało z czystego lenistwa. Po za tym nade wszystko zależało mi na zachowaniu zdrowych relacji z ludźmi. Ale niestety nie każdy potrafi zachować dystans między życiem prywatnym a zawodowym. Z czasem zauważyłem, że osoby zbyt długo siedzące w marketingu i zgłębiające jego tajniki zmieniają się. Jest to dość charakterystyczna zmiana którą łatwo poznać po tym że taka osoba stale wywiera na nas wpływ, presję, chcąc osiągnąć jakiś własny cel. Twoje zdanie w dyskusji z taką osobą się nie liczy. Pozory dobrych intencji tylko maskują to co dana osoba chce osiągnąć i o ile takie ignorancko egoistyczne zachowanie czasem można tolerować, to jednak po pewnym czasie staje się męczące, bo już czujesz, że nie masz znajomego, ale kogoś kto zawsze ma gdzieś Twoje zdanie pozostając głuchym na argumenty. Kończy się to smutnie gdy tak osoba nawet nie zdaje sobie sprawy dlaczego znajomi zrywają z nią kontakt. Zapewne nigdy nie wpadnie na to, że by utrzymać dobre kontakty z ludźmi trzeba zwyczajnie chcieć ich zrozumieć. Tolerować ich odmienność, bo przecież każdy z nas jest inny. To co jest dobre dla mnie nie musi być dobre dla kogoś innego. Ja sam przyznaje nie jestem ideałem i nie zawsze udaje mi się tolerować odmienność innych osób, a zwłaszcza gdy wykazują się one szczytową głupotą lub lenistwem. Tych cech chyba nigdy nie nauczę się tolerować. Natomiast rozmawiając z innymi staram się zrozumieć rozmówcę, postawić w jego sytuacji, czasem idąc na kompromis, bo przecież utrzymywanie znajomości z kimś nie polega tylko na ciągłym stawianiu na swoim, ale także czasem pójściu na rękę danej osobie. Jak widać wielkim uczonym marketingowcom ta ludzka prosta rzecz jest czymś czego się wyzbyli w drodze szkoleń. I to nie tylko moje zdanie, a sprawa nie tyczy się jednego człowieka. Spotkałem się już z podobnymi opiniami na temat "mocno zaangażowanych marketingowców". Szkoda tylko że ludzie z takim potencjałem zatracają się zapominając o granicy między pracą a prywatnością.
Muzyka a bieganie (3 kwiecień 2012 dodał: Adam)
Dziś biegałem z ostatnio zakupionymi słuchawkami na uszach i niestety muszę przyznać, że dawna moja teoria według której najlepiej biega się w ciszy i skupieniu okazała się prawdziwa. Podczas biegu muzyka niestety rozprasza, destabilizuje poczucie synchronicznego oddechu co przekłada się na gorszy wynik i większe zmęczenie. Tak więc w czasie następnych biegów jedynym dwiękiem jaki będę podziwiał to szum drzew i śpiew ptaków. Co nie oznacza że słuchawki się zmarnują. Broń boże! Już za chwilę w ciemnym pokoju położę się na kanapie i zacznę odsłuchiwać audiobooka jednej z książek Andrzeja Sapkowskiego... .
Przypadek, czy przeznaczenie? (31 marzec 2012 dodał: Adam)
To, że ostatnio skusiłem się na najnowszą rewelacyjną podkładkę chłodzącą ZALMAN NC3000S do laptopa z której jestem mega zadowolony wyblakło wobec dzisiejszych zakupów. Z niechęcią szwendając się po Focusie i testując moje nowe Walki Ecco Bioma, tak tylko oglądałem z nudów ciuchy w efekcie czego wyszedłem z kilkunastoma torbami rzeczy które ciężko mi by było teraz wyliczyć, ale nie o tym mowa. Gdy po zrobieniu tylu zakupów, że już nie miałem ochoty nic kupować wszedłem do Media Markt by pograć, okazało się, że moje ulubione stoisko z prezentacją konsol gier jest już zajęte przez chmary dzieciaków. Więc chrzątając się między laptopami, a telewizorami moją uwagę zwróciły słuchawki. Od jakiegoś czasu biegam i przydały by mi się słuchawki do biegania z dobrym basikiem i CZYSTYM dźwiękiem. Zaznaczyłem czystym, bo dobra czysta jakość dźwięku nawet w markowych słuchawkach to niestety rzadkość. Spośród dziesiątek modeli oczywiście moją uwagę przykuły słuchawki chyba jedynej godnej uwagi marki w dzisiejszych czasach czyli Sony. Modele XB odrzuciłem od razu, bo przecież nie szukam DJskiego kasku na głowie, tylko czegoś przenośnego lekkiego z dobrym czystym brzmieniem i głębokim basem. Spośród wszystkich różnorakich modeli od razu wyraźnie widziałem ZX100. Natychmiast postanowiłem je wyjąć i się pobawić nimi ot tak dla zabicia czasu z czystych nudów (oczywiście zaraz zostałem poinformowany przez uprzejmego Pana, że nie wolno wyjmować słuchawek które są w opakowaniu - pytanie tylko "jak je k... wypróbować?"). Jako dominujący indywidualista oczywiście miałem gdzieś sugestie przemiłego Pana i przełączałem sobie dalej utwory na mojej N8. Po mimo ładnego wyglądu słuchawek i podkręcenia basu w telefonie dźwięk był przeciętny. Nie zachwycał niczym. Tak miałem sobie je posłuchać jeszcze trochę, aż zauważyłem trochę niżej, jakby ukryty wyższy model Sony ZX300, który powinien być jak to każdy wyższy model po prostu bardziej wypasiony. Więc wyjąłem je delikatnie z pudełka, by przypadkiem nie uszkodzić delikatnych, choć starannie wykonanych przewodów i założyłem na uszy... . Na playliście w telefonie nasunął mi się klasyk "Linkin Park - One Step Closer" więc kliknąłem play, po czym odleciałem w kosmos, daleko ponad stratosferę i znalazłem się na księżycu. Krystalicznie czyste brzmienie dźwięku i wiernie odwzorowany głęboki bass zmiażdżyło mi umysł. Już po kilku sekundach wiedziałem, że muszę kupić te słuchawki. Były idealne. Dźwięk jaki dawały przenosił do krainy muzyki jakiej pragnąłem. Toteż nie mam pojęcia czy tak działają 1Watowe głośniki, czy 30 milimetrowy przetwornik akustyczny, czy to też zasługa magnesu neodymowego jakim są one zachwalane i wyróżniane od strony technicznej, nie mam pojęcia, nie znam się na tym. Ale jedno jest pewne, dźwięk mają zajebisty! I dlatego skusiłem się zainwestować w tą nutę rozkoszy podczas biegania...
Czas na run :) (22 marzec 2012 dodał: Adam)
W związku z tym, że temperatury stają się coraz bardziej wiosenne zdecydowałem rozpocząć biegi, by wykorzystać ten krótki czas przed upalnym latem. Godzinna przerwa na bieg to idealny sposób by oderwać się od pracy i zyskać lepszą kondycję, co w połączeniu z odpowiednią dietą, oraz wyjściami na basen pomogą mi stworzyć idealną sylwetkę na nadchodzące lato. Już robię coraz lepsze czasy, a zainteresowani mogą śledzić moje wyniki na Endomondo.
Nowe sandały z Ecco Biom (1 marzec 2012 dodał: Adam)
Przed sekundą przyszła paczka z nowymi butami Ecco Biom Train. Pierwsze co zrobiłem po odebraniu paczki to oczywiście jak najszybsze jej otworzenie żeby przymierzyć buty i sprawdzić czy są tak wygodne dla stopy jak opisywali to na forach internetowych i w testach. Wygląd rzeczywiście robi wrażenie - porządne wykonanie z dbałością o szczegóły, to lubię. Gdy je założyłem poczułem to samo co gdy przymierzałem VANS Performance do snowboardu, czy zimowe Merrell Chameleon Synth 6 Thermo... czyli istny orgazm w stopach. Buty są idealne. Rozmiar jest jak gdyby szyty na moją stopę, a sam but mięciutki na tyle, że zakładając go chcielibyśmy przejść się od razu na koniec świata. Nowe Ecco Biomy są mega wygodne niczym kanapa po położeniu się na której usypiasz momentalnie. Chyba stare i niewygodne Lacosty polecą do kosza! Nadchodzi czas przetestowania marki Ecco Biom. Już zamówiłem sobie model Walk, a jak tylko wyjdzie nowy katalog kupię jeszcze jakieś buciki do biegania z tej tak dobrze zapowiadającej się marki. A pomyśleć, że wszystko rozpoczęło się od rozczarowania tandetną jakością Adidasów, Nike i Reeboków podczas ostatniej wizyty w GO Sporcie.
Darmowa Białka (20 luty 2012 dodał: Adam)
Od wczoraj mówiłem sobie - to już mój koniec w tym sezonie snowboardowym, muszę wykurować potłuczony bark. Następne wyjazdy za rok. Muszę odpocząć. Tymczasem po rozmowie z klientem który zaproponował mi kilka dni darmowego noclegu w jego pensjonacie w Białce Tatrzańskiej by na miejscu wytłumaczyć mu obsługę jego strony doszedłem do wniosku, że dobrze by było w marcu zrobić chilloutowy 3 dniowy wyjazd do Białki Tatrzańskiej. Tymbardziej, że jest darmowy nocleg :) Zobaczymy, czy będzie mi się chciało jechać kolejny raz w tym sezonie, pakować buble i te sprawy... Jeśli tak to pewnie poskaczę na tamtejszym snowparku trenując dalej grab i method.
Atak skoczni Big Air i nosegrab w snowparku Sabat (9 luty 2012 dodał: Adam)
Odkąd zacząłem dobrze jeździć i fajnie skakać na snowboardzie miałem chrapkę na potrenowanie skoków i tricków na prawdziwej profesjonalnej skoczni Big Air. Biorąc pod uwagę iż tuż obok mnie (w odległości 100km) zbudowano profesjonalny snowpark w Sabacie zdecydowałem się na jego odwiedzenie w pierwszy możliwy termin po jego otwarciu. Na zdjęciach skocznia wydawała się mała... . Jednak po przyjeździe okazało się że jest to raczej monument na widok którego naprawdę zacząłem się bać i czuć strach przez który nogi miałem jak z waty. Pierwsze 10 podjazdów zakończyło się nieśmiałym przejazdem po skoczni, ponieważ chciałem wyczuć kąt nachylenia zjazdu, który był dość stromy. Ale po śniadaniu udało mi się przełamać opór psychiczny. Oczywiście pierwszym razem wylądowałem bezpiecznie na dupie. Ale spodobało mi się. Za każdym razem skakałem coraz lepiej włączając w skoki freestylowy trick nosegrab który uznałem za dość łatwy do pierwszego treningu. W pewnym momencie po kilku udanych trickach i lądowaniach poczułem się pewnie i postanowiłem zaliczyć 3 metrowy wallride, który okazał się fatalnie przygotowany. Bo o ile wjazd jeszcze jakoś poszedł to przy zjeździe deska się blokowała i za którymś razem zamiast swobodnie zjechać po prostu spadłem w dół. Efekt to lekkie zwichnięcie stawu barkowego, które nie powstrzymało mnie przed zrobieniem jeszcze kilku nosegrab na skoczni. Jeśli ból nie ustąpi do soboty będę musiał zrezygnować z zawodów w Kamieńsku na które się napaliłem :/
Jednodniowy wypad na górę Kamieńsk (31 stycznia 2012 dodał: Adam)
Biorąc pod uwagę że silny mróz pozwolił na otworzenie wreszcie góry Kamieńsk do której mamy zaledwie 70km wybrałem się ze znajomymi na jazdę. Oczywiście już na samym początku nie omieszkałem skorzystać z wielkich zasp śniegu jakie utworzyły się przez sypiące tam armatki na jeszcze zamkniętej trasie... . Było bosko, radość skakania w puchu nie równa się niczemu innemu, po prostu POEZJA. Szkoda tylko, że po kilku zjazdach na zamkniętej trasie jeden pracownik wyciągu zaczął się pluć grożąc "końcem jazdy". Po przerwie na rozgrzewającą herbatkę i batona zaczęliśmy spowrotem zabawę korzystając z muld jakie zrobiły się w rozjeżdżonej otwartej trasie. Skoków było w całym dniu może ze 100. A kilka naprawdę świetnych, czystych, wysokich i długich na około 6-7 metrów. Co mnie bardzo cieszy, bo widzę swoje postępy w snowboardzie. Szkoda, że góra Kamieńsk marnuje się i nie zaoferuje miłośnikom białego szaleństwa prawdziwych atrakcji takich jak snowpark, który robią teraz nawet w Sabat Krajno. Atrakcje przydały by się tam, ponieważ po całym dniu jazdy nudzi się ten stok i ja bynajmniej mam wrażenie, że nie ma on mi już nic więcej do zaoferowania, że jeśli zostanę tutaj dłużej na kilka dni, niczego więcej się nie nauczę. Dlatego na następne wyjazdy będę wybierał bardziej wyszukane miejscówki obfitujące w mega wielkie hopy. A tak po za tym to robiliśmy wyścigi w zjeździe na krechę. Czyli kto pierwszy na dole i nie chwaląc się wygrałem najwięcej razy. Sądzę że dużo dała mi nie tylko technika jaką zdobyłem przez 3 sezony, ale także nawoskowanie dechy które było bardzo dokładne, nowym woskiem, który idealnie sprawdził się w tym zakresie temperatur. Aż byłem wręcz zdziwiony, bo nigdy mi się do tej pory nie zdarzyło, żebym był najszybszy na stoku. Bynajmniej :) bardzo przyjemna sprawa... zapierdzielać po stoku wyprzedzając dosłownie każdego :)
Po powrocie z Karpacza (17 stycznia 2012 dodał: Adam)
Wróciłem właśnie z 3-dniowowego wypadu do Karpacza. Zjazd ze Śnieżki uniemożliwiały chmury które unosiły się od około 1000 m.n.p.m. sprawiając, że widoczność już na samej Kopie była na kilka, kilkanaście metrów. Dlatego razem ze znajomą łoiliśmy Kopę z każdej strony bawiąc się jak dzieci i rozjeżdżając leśne szlaki, gdzie zimowa atmosfera, ciągle padający śnieg nadawały niepowtarzalnego klimatu. Tym samym inauguracja sezonu zakończona pomyślnie radosną jazdą po świeżym głębokim puchu. Było to trochę męczące, bo wyciągi na samą górę z powodu silnego wiatru powyłączane z ruchu, dlatego musieliśmy wchodzić z buta, ale było warto... . Na następny weekend już planuję freeride po Pilsku z teamem SSS. Będzie się działo!
W poszukiwaniu idealnego śniegu (7 stycznia 2012 dodał: Adam)
Pierwszy plan wyjazdu 3-8 stycznia odłożony ze względu na ocieplenie i brak warunków na freeride. Przedwczoraj w związku z trwającymi obfitymi opadami śniegu na Pilsku, powstał pomysł wyjazdu 9-13 stycznia. Dlatego z ekscytacji spowodowanej nadchodzącym długowyczekiwanym wyjazdem przez cały wczorajszy dzień nie mogłem się opanować od sprawdzania co chwila danych stacji meteorologicznych i obrazów z kamer na których widać było... śnieżycę. Wszystko układało się idealnie, póki podczas wieczornych wiadomości nie przepowiedzieli ocieplenia od połowy tygodnia co znacznie pogorszyłoby warunki do jazdy na snowboardzie. To znów zmusza do przełożenia wyjazdu, bo nie ma sensu jechać w góry, by męczyć się w lepkim klejącym się śniegu. Najlepiej gdy śnieg jest dość zmrożony w postaci suchego pudru. Znów trzeba czekać...
2012 | 2011 | 2010